Prace literackie naszych uczestników

Ładny kawałek świata...

Świadek wieku...

Pisać kreatywnie...

Najważniejsza jest rozmowa z ludźmi

Świat nasz - a tamten...

Reportaż ma wciągać.
Każdy kolejny akapit powinien być zaskoczeniem.
Jeśli nie mamy czym czytelnika zaskoczyć, odpuśćmy sobie pisanie reportażu.
Napiszmy notatkę prasową – one mają prawo odnotowywać rzeczywistość.
Cały sekret prawdziwego wartościowego reportażu polega na tym, że reporter nie
jest dyktafonem (…)
Wielkie dramaty musimy przedstawiać powściągliwie – to podstawowa zasada
dobrego pisania.
Mariusz Szczygieł, Wojciech Tochman,
Reportaż – opowieść o tym, co wydarzyło się naprawdę,
w: Biblia dziennikarstwa,
pod red. Andrzeja Skworza i Andrzeja Niziołka,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2010
Dominika Szachowicz
Świat nasz, a tamten - opowieść Pana Juliana
Zaraz 11.00. Trochę się stresuję. Jednak nie codziennie przeprowadza się
wywiad z kombatantem, który brał udział w Akcji „Wisła”, o której my, młodzi, wiemy
tylko z lekcji historii.
Pan Julian Kubina, od urodzenia mieszkaniec wsi Boruń w gminie Siennica
Różana, już na nas czekał. Od wejścia wydał się człowiekiem miłym, prostym,
pogodnym. Jednak jego oczy zdradzały, że jest też człowiekiem, który dużo w życiu
przeszedł.
Miał na sobie mundur, a na piersi zawieszonych kilka odznaczeń. Panu
Julianowi zdecydowanie można pozazdrościć wigoru w tak pokaźnym wieku, bowiem
skończył w tym roku 94 lata, a postawę i dykcję ma lepszą niż niejedna, dużo młodsza
osoba.
Czytałam już wcześniej o moim gościu. Dowiedziałam się, co działo się z nim
podczas wojny, a potem Akcji „Wisła”. Nam, którzy urodzili się w czasach w miarę
spokojnych, ciężko jest wyobrazić sobie realia, które panowały za młodości Pana
Juliana.
W reportażu z 2015 roku, również o Panu Julianie, proboszcz parafii Siennicy
Różanej powiedział, że Pan Julian to „człowiek pełen wartości patriotycznych
i religijnych” oraz że „chętnie uczestniczy w życiu Kościoła i stara się być co niedzielę
na mszy”. Zaczęłam więc od poruszenia tego tematu.
– Może powie Pan, jaki jest Pana stosunek do religii? Czy to jest ważna część
Pana życia? – Pan Julian odpowiada pewnie, bez większego namysłu.
– Moi rodzice byli katolikami i tak mnie wychowali. Do dziś słowa dotrzymuję
i szanuję religię. Doceniam, czym jest Kościół, co to jest wiara. Byłem katolikiem
i jestem. Nie lubię takich ludzi, że to tak ujmę, „pływaków”, którzy najpierw są jednej
wiary, potem przechodzą na jakąś inną. Z takimi ludźmi nie chcę rozmawiać. Od
młodych lat mam dowody na to, do czego należałem, czym byłem i czym jestem. Moje
zdanie od młodzieńczych lat jest niezmienne. Byłem katolikiem, byłem Polakiem
i jestem prawdziwym Polakiem i katolikiem cały czas.
Zapytałam następnie o to, jak wyglądało uczęszczanie do kościoła w czasie
wojny i czy chodzenie na msze nie było zabronione. Pan Julian, słuchając uważnie
pytania, odpowiedział, że do kościała wolno było chodzić. Nikt tego nie zabraniał, ale
kościół był pod ścisłym nadzorem. Nie można było się szwendać i z nikim spotykać.
Zabronione były rozmowy towarzyskie. Wydaje się to takie nierealne w naszej
współczesnej rzeczywistości, prawda?
Zaciekawiona pytam dalej.
– Czy wojna w jakiś sposób wpłynęła na Pana postrzeganie religii? Dużo ludzi
po traumatycznych przeżyciach odsuwa się od niej i traci wiarę.
– Nie, zdecydowanie nie. Ja tak jak zostałem wychowany, tak żyję do dziś.
– A jak wyglądało życie przed wojną i jak zmieniło się po powrocie do domu?
Pan Julian na chwilę spojrzał za okno. Przez uchyloną szybę słychać było
świergot ptaków. Dzień był całkiem słoneczny i przyjemny.
– Przed wojną wszyscy byliśmy biedni. – zaczął. – Mieszkania były drewniane,
pokrywała je słoma, czasem trzcina. Tu, gdzie się wychowałem, mieszkały cztery
rodziny. Było nas dużo, żyliśmy skromnie, ale w zgodzie. Gdy przychodziły święta,
dzieliliśmy się opłatkiem przy choince, nikt się z nikim nie kłócił, ogólnie mimo biedy
nie było źle, bo wszystkim się dzieliliśmy i dogadywaliśmy. A po wojnie? – Tu Pan
Julian zrobił na chwilę przerwę. – Życie wyglądało inaczej. Dlaczego? Byliśmy
wszyscy biedni, a wojsko ruskie wymagało od nas, rolników, że tak to ujmę, daniny.
Panowała zasada: ile masz, tyle daj. Na środek wioski ludzie zwozili ostatnie zboże, to
co mieli na zapas. Mieliśmy narzucone z góry: tyle i tyle mięsa, tyle zboża, tyle
kartofli. Żyliśmy w skrajnym ubóstwie. Jeśli chodzi o jedzenie to było to tak, że jak
żniwa nachodziły, to mama albo tato chodzili urżnąć trochę żyta w snopki, one
troszkę podeschły, to wtedy cepem się je młóciło, a potem ziarna mełło się na mąkę,
a z tej mąki robiło się kluski, chleb, pierogi. Tak to wyglądało po wojnie.
Ciekawe słowo – „mełło”. Wyszło już z użycia, ale to nie znaczy, że nie jest
poprawne.
– Ciężko nam sobie wyobrazić takie warunki, gdyby nagle przyszło nam w nich
żyć. Zwłaszcza młodszym pokoleniom. Co powiedziałby Pan młodzieży, która nie
doświadczyła zmagań wojny, biedy i walki o przetrwanie?
– Dzisiejsza młodzież jest wychowana w inny sposób, to, co jest napisane, jest
święte, tego masz się nauczyć i przestrzegać, i uczyć, i uczyć. Dzisiaj są takie warunki,
że lepszych nie można sobie wyobrazić, bo jeszcze się nie urodził, a już jest zrobiona
zabawka, lalka czy samochodzik, wszystko jest, a jak podrasta, to nie ma nic, co
byłoby zadowalające. Dom, samochód, pieniądze. Na wszystko starcza, a nie
doceniają tego, że ich rodzice pracowali kiedyś w innych warunkach, w złych
warunkach, bo chleba nie było, a o kiełbasie nikt nie myślał. Wymogi są za duże.
Także ja bym powiedział to, żeby młodzież zastanowiła się nad tym, jak mogłoby
wyglądać życie, gdyby coś się stało i zabrakło tego całego dobrobytu. Trzeba, żeby
docenili to, co mają.
Mimo tego, że sama wiekowo zaliczam się do tej grupy, o której mówił Pan
Julian, to muszę przyznać mu rację. Ludzie przyzwyczaili się do wygody, dzień bez
dostępu do sieci komputerowej dla niektórych już stanowi prawdziwe wyzwanie.
A gdyby tak wszystko stanęło? Gdyby stało się coś, co zniszczyłoby nasz utopijny świat
technologii, a nasz komfort życia w XXI wieku zostałby naruszony? Czy dalibyśmy
radę przeżyć w warunkach, w których sami walczymy o nasze przetrwanie, bez
dostępu do dóbr, które dla nas istniały od zawsze?
Mimo tego, co oferuje nam świat, żyjemy w czasach dosyć niepewnych. Coraz
więcej ludzi z obawą patrzy w przyszłość. Myślę, że to dobry czas, żeby każdy z nas na
chwilę przystanął i zastanowił się nad słowami Pana Juliana.
Jeszcze chwilę rozmawialiśmy. Podziękowałam za spotkanie i życzyłam
wszystkiego najlepszego naszemu gościowi, który zaraz udał się do swoich
codziennych spraw.
Swoją drogą, naprawdę podziwiam zdrowie i dobrą kondycję fizyczną Pana
Juliana. Rzadko widuje się ludzi w tym wieku w tak dobrej formie. Czy to
uwarunkowania genetyczne, styl życia, a może coś innego – nie wiem, ale na starość
chciałabym choć w jakiejś części mieć takie zdrowie.
Przede mną cały dzień w Siennicy Różanej. Jest przyjemnie ciepło, a okolica
okazała się bardzo ładna. Wyszłam na spacer. Telefon zostawiłam w pokoju. Czasem
warto oderwać się od wirtualnego świata i skupić na tym, w którym jesteśmy
naprawdę. Spojrzeć uważniej, zastanowić się, porozmawiać, żyć…
Wywiad został przeprowadzony 12 lipca 2019 roku
w Siennicy Różanej